Klient nie czyta twojej strony. Patrzy na mapę
Niedziela, awaria u klienta. Łapie za telefon i wpisuje „hydraulik Wrocław". Nie otwiera dziesięciu stron po kolei. Patrzy na trzy pierwsze firmy z gwiazdkami na mapie i dzwoni do tej, która ma najwięcej opinii i zdjęcia roboty. Twojej strony za 8 tysięcy nawet nie zobaczył.
Tak dziś wygląda większość szukania lokalnej ekipy. Nie „przez internet" ogólnie — przez mapę Google. A mapa to twoja wizytówka firmy, nie strona www. Strona jest jak magazyn na obrzeżach miasta: ładny, drogi, ale nikt tam nie zagląda z ulicy. Wizytówka to witryna przy głównej drodze, koło której klient i tak przechodzi.
Dlaczego wizytówka wygrywa ze stroną
Bo strona odpowiada na pytanie „jaka jest ta firma", a wizytówka odpowiada na pytanie „kto jest blisko i sprawdzony". Klient z awarią nie chce czytać o twoich wartościach. Chce numer, opinie i dowód, że robisz to, czego potrzebuje. Wizytówka daje mu wszystko to w trzy sekundy, bez wchodzenia na żadną stronę.
Dochodzi do tego liczba, której nie da się zignorować: strona za 8 tysięcy kosztuje 8 tysięcy plus utrzymanie co roku. Wizytówka Google kosztuje 0 zł i możesz ją ogarnąć sam, z telefonu. Nie mówię, że strona jest bez sensu — mówię, że to zła kolejność. Najpierw ustaw za darmo to, co klient widzi naprawdę, a dopiero potem dokładaj drogie rzeczy na wierzch.
Trzy pola, które robią 80% roboty
Kategoria główna. To pierwsze pytanie Google: czym właściwie jesteś? Jeśli masz ustawione „usługi budowlane" zamiast „hydraulik" albo „stolarz", tracisz połowę wyświetleń, bo Google nie wie, komu cię pokazać. Kategoria główna musi być tym, czego klient szuka słowo w słowo.
Opinie z odpowiedziami. Nie chodzi tylko o liczbę gwiazdek. Chodzi o to, że odpowiadasz — na dobre i na złe. Właściciel, który pod każdą opinią pisze dwa zdania, wygląda na firmę, która żyje i słucha. Milcząca wizytówka z 40 opiniami przegrywa z aktywną, która ma 15.
Zdjęcia z realizacji. Nie logo, nie stockowe zdjęcie klucza. Twoje realne roboty. Wizytówki ze zdjęciami dostają wyraźnie więcej telefonów niż te bez — bo klient chce zobaczyć, zanim zadzwoni.
🚩 Najczęstszy błąd, jaki widać u wykonawców: wizytówkę założyła kiedyś agencja albo „znajomy informatyk" — i to na swój adres e-mail. Firma się rozeszła, kontakt się urwał, a ty nie masz dostępu do własnej wizytówki. Nie możesz dodać zdjęcia, odpowiedzieć na opinię ani poprawić numeru telefonu. To tak, jakby ktoś obcy trzymał klucze do twojej witryny. Odzyskanie dostępu przez Google trwa zwykle od kilku dni do 2-3 tygodni, więc im szybciej to sprawdzisz, tym lepiej.
Zrób jutro (20 minut): Weź kartkę i narysuj trzy kolumny: „element", „u ciebie", „u najlepszego konkurenta". W pierwszej kolumnie wpisz cztery wiersze: kategoria główna, liczba opinii, odpowiedzi na opinie (tak/nie), liczba zdjęć. Wpisz w telefon to, czego szuka twój klient (np. „elektryk + twoje miasto"), otwórz swoją wizytówkę i wypełnij środkową kolumnę. Potem otwórz wizytówkę firmy, która wyświetla się nad tobą, i wypełnij trzecią. Zobaczysz na oczy, gdzie tracisz. Jeśli okaże się, że nie masz dostępu do własnej wizytówki — to jest twoje zadanie numer jeden na ten tydzień.
Strona www ma sens, ale nie jako pierwsze miejsce, w które wkładasz 8 tysięcy. Zacznij od tego, co klient widzi naprawdę. Odpisz mi jednym słowem: masz dostęp do swojej wizytówki czy nie? Ciekawi mnie, ilu z was odpowie „nie mam pewności".
